
Dzisiaj już od rana po korytarzach unosił się zniewalający zapach świeżo pieczonych gofrów. Pani od angielskiego twierdziła, że to „zapach edukacji”, ale wszyscy wiedzieli, że to raczej zapach szczęścia i bitej śmietany. Na świetlicy trwała prawdziwa uczta. Uczniowie z Samorządu serwowali gofry z cukrem pudrem, owocami i domowym dżemem. Nauczyciele też dali się ponieść atmosferze. Pani od polskiego powiedziała, że opis gofra to „najbardziej literackie doświadczenie dnia”, po czym zjadła trzy. Pan od WF-u uznał, że bieganie po dokładkę to też sport. Pod koniec dnia wszyscy byli najedzeni, szczęśliwi i lekko oblepieni cukrem pudrem. Jedno jest pewne – gdyby każda lekcja pachniała tak jak dziś, frekwencja byłaby 100%, a nauka… no cóż, może byłoby jej trochę mniej, ale za to jaka mogłaby być pyszna!










